Nawiązując do poprzedniego wpisu o motywacji. Od wielu lat borykam się z nadmiernymi kilogramami. Zawsze kiedy zabierałam się za “odchudzanie” kończyło się to klapą. A mianowicie kiedy chciałam się zabrać za dietę, ćwiczenia to zawsze była jakaś wymówka, a to że zacznę od poniedziałku, w poniedziałek mówiłam że od jutra i tak zataczałam błędne koło. A jeżeli już udało mi się zacząć, super zmotywowana do działania powtarzałam sobie “o fajnie tym razem się uda”... ale nic z tego. Słomiany zapał trwał zazwyczaj 2 tygodnie, gdzie jeszcze nie jadłam za dużo bo “chce szybko schudnąć”. A później co?
Niewinna mała czekoladka potrafiła zepsuć wszystko, rzucałam się na stertę jedzenia, opychałam aż nie mogłam się ruszać, jeszcze jak się nudziłam nie było co robić no to oczywiście lodówka się nie zamykała. Co prowadziło do tego że kilogramy które straciłam wracały ze zdwojoną siłą. I tak moje “odchudzanie” toczyło się w kółko aż dobiłam prawie do 80kg przy wzroście 166cm.
Któregoś dnia już nie mogłam ścierpieć że nie mieszczę się w ubrania, że nie mogę na siebie patrzeć, nawet na basenie nie byłam od kilku lat z powodu moich kompleksów. Już nawet nie chodzi o to co inni będą gadać ale ja źle się czułam ze sobą. Stwierdziłam że muszę coś z tym zrobić. Jadłam zdrowo ale nie przesadnie czasem pozwalałam sobie na tak zwane cheat meale. I tak waga leciała 1kg/0.5kg na tydzień czyli całkiem dobry wynik. Trwało to jakieś 3 miesiące, udało mi się zrzucić 9 kg, wszystko super byłam szczęśliwa. Aż nadszedł ten dzień kiedy dopadł mnie głód i chęć na czekoladę, tydzień temu przegrałam tę walkę ze sobą i znowu zaczęłam źle się odżywiać do tego stopnia że w ten tydzień przytyłam 2kg. Czułam się jakby mój żołądek nie miał dna. Dziś tego żałuję. Sama już nie wiem jak mam się do tego zmotywować aby uzyskać wymarzoną wagę. Dlatego też wpadłam na pomysł że może blog mnie do tego zmotywuje, fakt że będę wstawiać tutaj moje małe osiągnięcia będzie mnie napędzał do działania żeby móc pochwalić się moimi wynikami. Więc nie ma na co czekać, lato się zbliża wielkimi krokami.
Wy też toczycie wieczną wojnę z kilogramami? A może udało wam się je pokonać?

Hej! Ja tez myslam o zalozeniu bloga. To fajny pomysl. Ciagle potrzebuje motywacji, bo co sobie schudne to sobie przytyje :p. Trzymam kciuki zeby Ci sie udalo osiagnac cel i moze mnie zmotywowac ;). Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuje!:* Ja miałam dokładnie tak samo. Mam mega motywacje dzięki blogowi! Więc Ty też zakładaj i do dzieła! Nie ma na co czekać :) Pozdrawiam :)
UsuńNa razie sprobuje bez, ale bede wpadac do Ciebie po dawke motywacji albo jakis fajny przepis :).
UsuńBędzie mi bardzo miło :) Trzymam za Ciebie mocno kciuki!:)
Usuń